Drukuj

Kobieta z humorem

Wywiady: Agnieszka Janiszewska
Mariola Zaczyńska
Mariola Zaczyńska
Z Mariolą Zaczyńską - siedlecką pisarką i dziennikarką, znaną z zamiłowania do zwierząt (szczególnie psów) - rozmawia Agnieszka Janiszewska.

Twoja najnowsza książka "Cnotliwy pakiet cnót" jest na rynku dopiero kilka dni, a już pojawiły się pierwsze recenzje. Portal "Zbrodnicze siostrzyczki" się zachwyca.
To babki, które same piszą, profesjonalistki. Opublikowały świetną recenzję, bardzo mnie ucieszyła. A z drugiej strony młoda blogerka, mimo iż polecała książkę i stwierdziła, że chce przeczytać moje inne powieści, podsumowała obok zachwytów, że to mało ambitna pozycja. I bądź tu człowieku mądry (śmiech)...

Przypomnijmy: która to twoja książka?
Trzecia.

Długo ją pisałaś?
Bardzo! Pierwszy raz zachciało mi się napisać książkę na poważnie i od razu pojawiły się problemy. Nie mogłam kompletnie polubić moich postaci, nawet ich zobaczyć. Skończyło się tak, że wyrzuciłam około 200 stron. Zaczęło się kręcić dopiero gdy wprowadziłam postacie komediowe.

Dlaczego chciałaś napisać na poważnie?
Nie wiem (śmiech). Pozazdrościłam koleżankom, które pisały na poważnie. Być może to miała być odpowiedź na to, co się dzieje przy rozmowach o literaturze. Przy książkach z humorem często pojawia się określenie: "lekka, łatwa i przyjemna". Owszem, takie powieści czyta się szybko, jeśli są dobrze napisane i nie są nudne, ale trzeba wiedzieć, że komedia to jeden z najtrudniejszych gatunków. Poza tym pewne wartości można przemycić, śmiejąc się od ucha do ucha. A Ty byś chciała, żebym pisała poważne książki, a nie komedie?

Nie wiem. Musiałabym tę książkę najpierw przeczytać. Nie uważam, że literatura musi być poważna. Ważne, żeby książka była dobrze napisana. Osobiście lubię inny rodzaj literatury, ale dla mnie ważna jest różnorodność, by ludzie mieli wybór.
A ja chciałabym być kojarzona jako autorka książek z humorem.

Co czujesz, gdy ludzie zarzucają Twoim książkom zbytnią lekkość?
Chodzi ci o określenie "lekka, łatwa i przyjemna" zapewne... Piszę komedie. Nigdy nie wiem czy "lekka, łatwa i przyjemna" to zarzut, czy komplement, bo zaraz potem pojawia się "gorąco polecam" lub "zachęcam". To jakiś rodzaj schizofrenii. Cenię sobie opinie, że moje powieści dobrze się czyta, że są w sam raz na wakacje, do pociągu. To nie jest ujma dla autora. Trzeba się przywiązać do słowa "przyjemna".

Z największym zainteresowaniem przeczytałam ostatnią kartkę. Na ile inspirowałaś się prawdziwymi postaciami?
Sporo. Mamy wokół siebie tylu fajnych ludzi tworzących fajną rzeczywistość i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie wśród nich możemy umieścić akcję książki. Ja to wykorzystałam.

Pytałaś tych ludzi o zgodę czy zrobiłaś im niespodziankę?
Lubię niespodzianki. W książce pojawiają się w epizodach znane w Siedlcach postacie jak Beata i Sunil Gulati, lekarz weterynarii Krzysztof Majchrzak, czy hodowczyni seterów Jadwiga Konkiel. Nie pierwszy raz wprowadzam do akcji prawdziwych ludzi, lubię takie "smaczki". Część znajomych już się przyzwyczaiła. Niektórzy, jak Katarzyna Nitka, użyczyli swych osobowości wymyślonym bohaterom z pełnym błogosławieństwem. Kasia Nitka istnieje naprawdę, jest sędzią kynologicznym z Katowic, ma poczucie humoru, tylko przygody jej wymyśliłam. Wszystkie.

To nie pękły jej spodnie, jak w powieści?
Oj, akurat pękły, to jej własna historia! A wiesz, że przy pisaniu tej powieści po raz kolejny zdarzyło mi się, że niejako wpływam na losy postaci? To jest metafizyka. Doświadczyłam tego w bardzo dramatycznych okolicznościach. Chciałam kiedyś napisać kryminał kynologiczny i "uśmierciłam" pewnego znanego sędziego. Niestety, nieszczęśnik zmarł naprawdę jakieś trzy miesiące później. Zestresowałam się okrutnie i kryminał nie powstał. W "Szkodliwym pakiecie cnót" pierwowzorem jednej z bohaterek jest projektantka mody Gosia Jarosławska, to ona była inspiracją dla stworzenia postaci książkowej Tosi. Fabuła wymagała, aby wprowadzić trochę dramatyzmu. Spotkałyśmy się z Gosią przypadkiem i opowiedziałam jej z satysfakcją: "Ale ci skomplikowałam właśnie życie". Biedulka westchnęła tylko żałośnie: "A mogłabyś już przestać komplikować?"... No, metafizyka!

A dziennikarka Kalina ma jakiś pierwowzór?
Nie. Łatwo mi było stworzyć tę postać, bo środowisko dziennikarzy jest mi bardzo bliskie i wiem, ile kosztuje godzenie życia prywatnego z życiem zawodowym. A ze smaczków pracy wydawniczej: kiedy w tekście pojawiło się prawdziwe nazwisko Justyny Janusz z "Tygodnika Siedleckiego", redaktorka powieści kategorycznie stwierdziła, że Justyna Janusz nie może się nazywać Janusz! Bo w książce jest też hotel "Janusz" i będzie się to czytelnikom mylić. Musiałam zmienić na jej panieńskie nazwisko.

Czy było dla ciebie ważne, żeby akcja rozgrywała się w Siedlcach?
Tak, chciałabym, aby Siedlce były kojarzone z moimi książkami. To miasto może być bohaterem i tłem książek. Ostatnio Siedlce pojawiły się też w książce Magdy Zimniak, wspomina o nich w swojej powieści Lucyna Olejniczak. To świetna forma promocji miasta i ludzi stąd.

W "Cnotliwym pakiecie cnót" pojawia się wątek przemocy w rodzinie. Czułaś, że masz jakąś misję do spełnienia?
Misji nie czułam. Przemoc i konflikt tworzy napięcie dramatyczne. Chociaż impuls z prawdziwego życia był... Jedna z moich przyjaciółek opowiadała o swojej córce gnębionej przez męża, za to, że... mieszała kaszkę dla dziecka w niewłaściwą stronę. Bardzo się tym przejęłam.

Pokazałaś przemoc w rodzinie ze strony pijaka i obiboka oraz ze strony przystojnego człowieka na stanowisku. Mamy taki stereotyp, że ci w garniturach stosują przemoc psychiczną.
Zależało mi aby pokazać mechanizm, że ofiary przemocy w dzieciństwie często wybierają na swoich partnerów osoby agresywne.

Kolejne pytanie Cię nie zaskoczy. Czy masz nadzieję, że ktoś kiedyś sfilmuje Twoją książkę? Przecież to gotowy materiał na film.
Słyszę to przy każdej książce, może dlatego, że skończyłam studium scenariuszowe. Tak, to jest świetny materiał na film. Przemysł filmowy rządzi się jednak swoimi prawami. Mogłabym spróbować zrobić treatment, wysłać do producentów, ale nie mam na to czasu. Ale może zdarzy się historia hollywoodzka, że ktoś przeczyta i zwróci się do mnie sam z propozycją (śmiech)...

Dlaczego zainteresował Cię akurat świat mody?
Opisałam rzeczy, które znam, poza tym widzę, jak świat modelek fascynuje ludzi. Trochę jeszcze poczytałam na ten temat i zobaczyłam, że to bardzo dramatyczny świat. Chciałam trochę tego dramatyzmu przemycić, a także pokazać ludzi, którzy jednak uciekają od show-biznesu, bo to wcale nie jest fajna bajka.

Jak to się stało, że wydałaś swoją książkę w takim dobrym wydawnictwie?
Nauczyłam się cierpliwości. Na wydanie "Jak to robią twardzielki..." podpisałam umowę z wydawnictwem "SOL", bo odezwało się najszybciej. Ale małe wydawnictwo, to małe wydawnictwo. Teraz postanowiłam poczekać. W dodatku mam już agentkę, Manulę Kalicką, która złożyła moją powieść w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Na samo przeczytanie powieści przez redaktorów w wydawnictwie czekałam wiele tygodni, ale warto było. Książka ukazała się w serii "Zabójcza lekkość bytu".

Siedlce poezją stoją. Przewidujesz teraz większe zainteresowanie lokalnych literatów prozą?
Mogę być pozytywnym przykładem, inspiracją, że warto się nie poddawać i spełniać marzenia. Najdłużej naczekałam się na wydanie mojej pierwszej książki "Gonić króliczka", zanim ją doceniono, otrzymałam kilka odmów. Mamy w Siedlcach bardzo utalentowanych ludzi, przecież pisarka Joasia Jodełka też jest siedlczanką... Mieszka obecnie w Poznaniu, ale wychowała się na siedleckim mleku (śmiech).

Od pewnego czasu funkcjonuje pojęcie "grupa siedlecka"...
Mowa o pisarkach... To coś fantastycznego! Reprezentujemy różne gatunki literackie i jesteśmy w różnym wieku, a spotkałyśmy się w Siedlcach właśnie, na panelu "Trup w szafie". Wtedy zrodziła się idea festiwalu literatury kobiecej, który odbył się pierwszy raz w ubiegłym roku w Siedlcach. Trzymamy się mocno, jesteśmy jak rodzina. Artyści, literaci są osobami wrażliwymi, przeżywają rozterki związane z procesem twórczym. Czasem rodzina nie zrozumie tego, co zrozumie druga pisarka.

W Twoich książkach zawsze dużo jest kobiet.
Mężczyźni są dla mnie zagadką. Mają inne mózgi i inaczej myślą (śmiech). Podziwiam pisarki, które piszą z perspektywy mężczyzny. Ja bym się na to nie odważyła. Ostatnio przyjaciel zażądał, abym napisała w końcu o fajnych facetach, którzy kochają swoje żony, są czuli i wrażliwi, pracowici... Karkołomne zadanie!

Co daje książce moc, że staje się sławna?
Nie potrafię ci powiedzieć. Jest dużo doskonałych książek, które nie sprzedają się w wielkich nakładach i dużo złych, które idą jak świeże bułeczki. Na szczęście są też i dobre powieści, które zyskują popularność. Znaczenie na pewno ma umiejętna promocja, dużo daje też nazwisko autora.

Co czyta Mariola Zaczyńska?
Przede wszystkim czytam bardzo dużo i różne książki. Ostatnio rozczytuję się głównie w prozie polskiej. Zazwyczaj pochłaniam książkę w ciągu jednego dnia... No, przez dwa dni czytałam Severeskiego, ale jego powieści mają po 800-900 stron. Mam klasyków, do których wracam bardzo często: Fowles, Marquez, Irving, Golding, Galsworty, no i mistrz King.

Kupujesz czy wypożyczasz?
Kupuję i korzystam z biblioteki.

Jak oceniasz jej zasobność?
Bardzo dobrze. Panie są bardzo otwarte na propozycje i zaraz uzupełniają zbiory, gdy czegoś brakuje. Nowości pojawią się szybko.

Wierzysz w złowieszcze przewidywania, że tradycyjna książka zniknie?
Pamiętajmy, że kiedy pojawiły się kasety wideo, wieszczono koniec kina, chociaż, jak wiemy, ten nie nastąpił. Książka może przeżywać swoje ciężkie chwile, ale z pewnością nastąpi jej renesans. Jeśli chodzi o samo czytanie, nie zaniknie - dzięki czytnikom i ebookom. A książka papierowa na pewno przetrwa choćby jako element snobizmu.

Jak płyta winylowa?
Na przykład.

Co można zrobić, by ludzie więcej czytali?
Powinny być akcje społeczne, by wykreować modę na czytanie. Ja sama zostałam niedawno zaproszona do kampanii "Książka jest kobietą" jako jej ambasadorka.

Ludzie mówią, że nie kierują się reklamą.
Kłamią! Wiesz, co miłego mnie ostatnio spotkało? Ekspedientka w sklepie rozpoznała mnie i powiedziała, że moja książka to była jej pierwsza powieść, którą przeczytała. Dodała, że od tego momentu zaczęła czytać. A poszła na promocję, bo znała mnie bardziej jako dziennikarkę. To o to chodzi, kontakt z książką jest!
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.006 sekund