Drukuj

Bo jak komiks, to dla dzieci

Wywiady: Paweł Borkowski
Michał (Śledziu) Śledziński
Michał (Śledziu) Śledziński
Na klapie jego bluzy wiszą chyba wszystkie możliwe medale, ordery i nagrody, zdobyte w krwawym boju o honor i dobro komiksu. Przez Europejski Kongres Kultury, razem z wieloma kompanami, zepchnięty do rangi Bękarta Sztuki. Z Michałem Śledzińskim vel Śledziem, twórcą niezliczonej ilości komiksów, rozmawia Paweł Borkowski.

Śledziu, zacznijmy od początku. Dlaczego w roku 2001 przerwałeś studia animacji na poznańskim ASP (przyjmowali tylko 4 osoby na rok)?
MŚ:
Redagowałem wtedy "Produkt" - magazyn komiksowy. Byłem jego naczelnym, scenarzystą, rysownikiem, specem od przygotowania do druku, choć o tym akurat nie miałem zbyt dużego pojęcia, bywało, że pisałem recenzje. Ekipę "Produktu" często gościłem na wynajmowanej w Poznaniu norce, która w końcu została przechrzczona na Studio Bonin. Na studia zwyczajnie nie starczyło czasu.

Czy "Produkt" był swego rodzaju oazą polskiego komiksu w tamtych czasach? Kto debiutował na jego łamach?
MŚ:
Oazą nie był. W tym czasie ukazywało się całkiem sporo fanzinów, magazynów komiksowych, publikujących krajowych twórców. "Produkt" wyróżniał się nakładem. Debiutów aż tak wiele nie było, większość twórców wyłowiłem na podstawie tego, co widziałem w starszych magazynach. Ale fakt, w "Produkcie" debiutował Karol KRL Kalinowski (w 2010 zdobył nagrodę publiczności Międzynarodowego Festiwalu w Łodzi za Łaumę) czy Clarence Weatherspoon (chodzą plotki o jego amerykańskich planach komiksowych). Z komiksów, w "Produkcie" debiutował Wilq braci Minkiewicz, moje Osiedle Swoboda, publikowany był także Jeż Jerzy.

W roku 2004 zarobiłeś dużo pieniędzy, rysując dla Pepsi. Mogłeś wtedy kupić mieszkanie, ale wbrew logice ogółu, wybrałeś podróż do stolicy rysunku - Japonii. Co tobą kierowało?
MŚ:
Z tym kupnem mieszkania to przesada. Ogólnie dla agencji BBDO, której klientem jest (był? Nie wiem jak to teraz wygląda) Pepsi, trzy razy przygotowałem świąteczną kampanię. Bardzo przyzwoite pieniądze i całkiem sporo wolności dla mnie, jako rysownika. Moim zadaniem było przygotowanie etykiet, projektów na puszki, plakatów, pocztówek, absolutnie wszystkiego, na czym da się coś narysować. Dzięki tym zleceniom, mogłem pracować nad własnymi komiksami, w tym dwoma albumami Na szybko spisane oraz zwiedzić troszkę świata, w tym Japonię. Ogólnie przez trzy tygodnie piłem, nic nie pamiętam.

Komiks Osiedle Swoboda, od którego zaczęła się twoja popularność, przysporzył Ci najwięcej laurów i fanów, do tej pory co niektórzy fani Osiedla nie widzą niczego lepszego, co by wyszło spod twojego pióra. Też jesteś tego zdania?
MŚ:
Z Osiedlem jest jak z pierwszą płytą zespołu, który w jakiejś niszy dorobił się etykiety "kultowy". Ciężko potem przeskoczyć tę etykietę w świadomości fanów. Piszę i rysuję różne komiksy, dlatego rozumiem, jeśli czytelnik Osiedla odrzuca np. moje Wartości rodzinne, które są niemal komedią familijną, formalnie bardzo grzeczną. Od czasu do czasu mam też romans z klasycznym rysunkiem realistycznym, jak w Żbiku, czy w przygotowywanym teraz Strange Years: Autumn. Przy okazji, dzięki tym działaniom, ale także typowo komercyjnym zleceniom, nie da się mnie zamknąć w jakiejś konkretnej szufladce.

Serią Na szybko spisane trafiłeś do starszej publiczności. W "Przekroju" na 10 punktów dostałeś 20. Komiks nazwano pierwszym, polskim komiksem publicystycznym na poziomie europejskim. Pierwszą część ręcznie rysowanego oryginału w całości kupił kolekcjoner. Poczułeś się wtedy jak artysta? Nie miałeś wrażenia, że tym komiksem wyszedłeś z komiksowego undergroundu na pole szeroko rozumianej kultury i sztuki?
MŚ:
Już nie pamiętam gdzie i ile na ile dostało Na szybko spisane. Fakt, pierwszy tom odbił się szerokim echem w tzw. kulturze, a ja wylądowałem nawet na fotelu gościa w programie o książkach (!), który współprowadziła Kazimiera Szczuka. Ale jakiegoś mojego wyjścia, jako twórcy, z jakiegoś miejsca do innego nie odczułem.

Czy nie uważasz, że z komiksem i kulturą jest trochę tak jak z niegrzecznym Osiedlem Swoboda i Na Szybko Spisane, które w małym stopniu porusza niewygodną tematykę? Czy jest tak, że komiks jest spychany z tego powodu? Najpierw polscy organizatorzy Europejskiego Kongresu Kultury w 2011 nie zapraszają na kongres nikogo z branży komiksowej. Teraz Jeż Jeży niedopuszczony do Orłów.
MŚ:
Z komiksem jest tak, że trafia na świecznik tylko dlatego, że jakaś superniania zobaczy majteczki w mandze, którą czyta jej dzieciak albo jakaś pani urzędniczka pomyśli, że komiks, który był projektem artystycznym, rozda w szkołach dzieciom. Bo jak komiks, to dla dzieci. O działaniach EKK już sporo pisałem na blogu. Było, minęło, ale wciąż uważam, że potraktowanie przez organizatorów komiksu - sprowadzenie go do rozklejonych karteczek post-it, na których można sobie porysować - było niepoważne. Z kolei pani od Orłów uważa, że pełnometrażowy film animowany nie może być filmem fabularnym. To już problem kory mózgowej pani od Orłów. Ogólnie uważam, że jeśli ktoś ma problem z komiksem, to jest to jego problem.
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.039 sekund